Motylarnia jest czynna codziennie w godzinach 10:00 - 18:00. Zapraszamy!

Rodzinny plan dnia w Rozewiu – motyle, latarnia morska i plaża

Jak zaplanować rodzinny dzień w Rozewiu bez ciągłego jeżdżenia samochodem?

Planując nasz letni wyjazd do Jastrzębiej Góry, postawiłem sobie za cel stworzenie harmonogramu, który nie będzie wymagał od nas spędzania połowy dnia w samochodzie. Wybór padł na okolice Jastrzębiej Góry i muszę przyznać, że to jedno z logistycznie najwygodniejszych miejsc na mapie Północnego Pomorza. Nasz plan był prosty: rano Latarnia Morska, potem Motylarnia Rozewie, a na koniec zejście na plażę. Całość zamknęliśmy w promieniu kilkuset metrów, co przy dwójce dzieci w wieku wczesnoszkolnym jest istotne, by uniknąć marudzenia o bolących nogach.

Zaczęliśmy od latarni, co było dobrym ruchem, bo rano kolejki do wejścia na górę są jeszcze znośne. Zaraz po zejściu, dosłownie po przejściu kilkunastu kroków, znaleźliśmy się pod szyldem motylarni. I tutaj od razu moja uwaga techniczna – warto mieć na uwadze, że parkingi w tej okolicy są dość specyficzne. Są płatne i w sezonie niesamowicie obłożone. Nam udało się wcisnąć auto na jeden z mniejszych placów, ale system manewrowania między innymi turystami był dość uciążliwy. To taki mały minus całej okolicy – infrastruktura parkingowa nie do końca nadąża za popularnością tych dwóch atrakcji obok siebie, więc jeśli ktoś liczy na szeroki, pusty podjazd, to może się srodze zawieść.

Sama wizyta w motylarni była idealnym balansem dla surowego wnętrza latarni. Weszliśmy w tropikalny klimat, co dzieciaki przyjęły z entuzjazmem, bo od razu mogły zdjąć bluzy. Spędziliśmy tam ponad godzinę. Każde wejście odbywa się z przewodnikiem, dzięki czemu dowiedzieliśmy się jak motyle reagują na kolory ubrań. Moja córka miała na sobie jaskrawożółtą koszulkę i faktycznie, po kilku minutach nieruchomego stania, jeden z dużych, niebieskich okazów zdecydował się na niej wylądować. To był moment, który „zrobił” nam cały dzień. Zdjęcia wyszły świetnie!

To, co mi się szczególnie podobało, to brak pośpiechu. Mimo że w hali było sporo osób, nikt nas nie poganiał. Mogliśmy spokojnie obserwować, jak motyle dokarmiają się przy paterach z owocami. Dowiedzieliśmy się, że ich cykl życia jest zadziwiająco krótki, co skłoniło dzieci do refleksji nad tym, jak bardzo trzeba uważać na to, co lata nam w ogrodzie. Edukacyjnie to miejsce bije na głowę wszystkie okoliczne gabinety luster czy domy do góry nogami.

Po wyjściu z motylarni, wystarczyło przejść kawałek dalej do wejścia na plażę. Zejście w Rozewiu jest dość strome i prowadzi przez malowniczy las, co po blisko tropikalnych temperaturach w motylarni było bardzo odświeżające. Plaża tutaj jest zupełnie inna niż we Władysławowie – bardziej kamienista, z charakterystycznymi klifami i mniejszą liczbą ludzi. To był idealny finał dnia. Dzieciaki szukały bursztynów i ciekawych kamieni, a my z żoną mogliśmy w końcu usiąść na piasku.

Podsumowując, taki cały plan dnia w Rozewiu to optymalna opcja dla rodzin. Łączymy historię morską, egzotyczną przyrodę i klasyczny relaks nad Bałtykiem bez konieczności odpalania silnika między atrakcjami. Jedynym zgrzytem pozostaje ta kwestia parkingowa, która przy większym aucie może napsuć krwi, ale same wrażenia z wnętrza motylarni i widok szczęśliwych dzieciaków w pełni to rekompensują.Wyszliśmy z poczuciem dobrze wykorzystanego czasu, nie czując się przy tym jak uczestnicy maratonu.