W zeszłym roku miałem możliwość pracować jako przewodnik po Motylarni Rozewie i muszę przyznać, że była to dla mnie ogromna przyjemność. Codziennie mogłem obserwować zachwyt na twarzach naszych gości, co dawało mi mnóstwo satysfakcji. Wiele osób wchodziło do nas z nastawieniem na szybki spacer, więc moją rolą było pokazanie im detali, których na pierwszy rzut oka nie widać.
Czego nie można było pominąć?
Punktem obowiązkowym każdej wizyty był nasza wylęgarnia z poczwarkami. Zawsze zachęcałem zwiedzających, by zatrzymali się przy nim na dłużej, bo można było tam zobaczyć cały przekrój form i kolorów – od tych przypominających uschnięte gałązki, po niemal złociste kokony. Obserwacja momentu, w którym dorosły motyl opuszczał swoją osłonkę, była doświadczeniem zostającym w pamięci na lata, choć nie zdarzała się często. To właśnie w tym miejscu najlepiej było widać, jak żmudną drogę musiała przejść motyl, byśmy mogli podziwiać jegoostateczne piękno. Często powtarzałem dzieciom, że to taka mała „stacja narodzin” dorosłych osobników.
Skrzydlaci mieszkańcy naszej hali
Podczas spaceru goście chętnie wypatrywali motyli z gatunku Papilio palinurus. To prawdziwy arystokrata wśród motyli paziowatych. Jego czarne skrzydła zdobiły jaskrawozielone pasy, które mieniły się przy każdym ruchu.
Równie ciekawym okazem była drobna Eueides isabella. Izabela to przedstawicielka rusałkowatych o długich, czarno-pomarańczowych skrzydłach. Co ją wyróżniało na tle innych? Otóż pozostawała aktywna nawet przy niewielkiej ilości światła słonecznego, co czyniło ją jedną z najbardziej „wytrwałych” mieszkanek naszej ekspozycji. Często opowiadałem o jej dalekich podróżach w stronę Teksasu, co zawsze budziło podziw u słuchaczy.
Wśród innych okazów goście mogli dostrzec również Argema mimosae, czyli madagaskarskiego jedwabnika. To motyl nocny, którego gąsienice produkowały jedwabisty kokon – materiał tak cenny, że na Madagaskarze wykorzystywano go do produkcji tkanin. Jednak to mistrzowie kamuflażu od zawsze budzili największe emocje. Kallima paralekta oraz to motyl, którego ze złożonymi skrzydłami nie da się odróżnić od suchego liścia.
Atrakcje nie tylko w powietrzu
Jako przewodnik zawsze wspominałem o czymś, co wywoływało uśmiech, szczególnie u najmłodszych zwiedzających. W naszej motylarni mieszkały także małe żółwie greckie. Podczas gdy dorośli wypatrywali rzadkich okazów motyli wśród liści, dzieci uwielbiały obserwować te spokojne gady odpoczywające na specjalnie przygotowanym wybiegu. Choć teraz pojawiam się w Motylarni głównie jako gość, zawsze polecam to miejsce znajomym i turystom. Wszyscy są zachwyceni!