Zapraszamy codziennie w godzinach 10-17.

Gatunek, rodzaj, rodzina w świecie motyli i ich kwiatów

Gatunek, rodzaj, rodzina

Zawsze gdy mamy bogaty zbiór czegoś, czegokolwiek – żywego czy martwego, drogiego czy taniego – trzeba to jakoś uporządkować. Dzieci w klasie ustawia się w kolejności alfabetycznej nazwisk. Towary w sklepie wg ich zastosowań, dat ważności albo cen. Książki w bibliotece wg ich tematyki albo alfabetycznie, po nazwiskach pisarek. Takiego uporządkowania wymaga też świat ciem oraz motyli, kwiatów z jakich spijają nektar oraz ziół i drzew, których listowiem pasą się gąsienice. Na całej Ziemi występuje ze 150 tysięcy gatunków moli, ciem i motyli; w Polsce ponad 3 tysiące; w Motylarni w Rozewiu kilkadziesiąt.

Opisywaniem, katalogowaniem oraz klasyfikowaniem całej tej różnorodności żywej przyrody zajmuje się systematyka biologiczna. To najstarsza z nauk biologicznych, uprawiana w praktyce w czasach gdy nie używano jeszcze terminu „biologia” ani nawet „historia naturalna”. Pierwsze klasyfikacje roślin i zwierząt znamy z odległej starożytności. Mojżesz podzielił zwierzęta na „czyste (koszerne)” i „nieczyste (trefne)”. Arystoteles ze Stagiry wprowadził w swojej pracy „O częściach zwierząt” podział zwierząt na „krwiste” oraz „bezkrwiste”, zbliżony do naszego podziału na „kręgowce” i „bezkręgowce” (większość krwistych odpowiadała kręgowcom, a bezkrwistych bezkręgowcom, ale gady Stagiryta także uznał za bezkrwiste). Uczeń i następca Arystotelesa na stanowisku kierownika szkoły Teofrast z Eresos opracował pierwszą klasyfikację roślin, dzieląc je na cztery grupy.

Przełomem w teorii i praktyce porządkowania organizmów były działania Karola Linneusza. Upowszechnił on zasadę nazewnictwa dwuimiennego (binominalnego nazewnictwa gatunków). Pierwszym członem nazwy każdej rośliny, zwierzęcia czy grzyba będzie nazwa rodzajowa w formie rzeczownika. Drugim członem nazwy będzie nazwa gatunkowa, mówiąc uczenie „epitet gatunkowy”, zwykle w formie przymiotnika. Przypomina to funkcjonowanie imion oraz nazwisk u ludzi naszej kultury. Mamy zatem „Homo sapiens” czyli „człowieka rozumnego”, „Attacus atlas” czyli „pawicę atlas”, „Persea americana” czyli „smaczliwkę wdzięczną” i tak dalej.

Naukowe nazwy gatunków często zwane są łacińskimi. Faktycznie zapisuje się je alfabetem łacińskim, jednak wiele nazw rodzajów i gatunków zaczerpnięto z greki antycznej (szczególnie w przypadku naszych motyli), inne znowuż z języków współczesnych (niekiedy bardzo egzotycznych dla nas jak chiński, narzecza rdzennych Amerykanów czy Pigmejów). Zarówno terminy greckie jak nowożytne poddaje się jednak latynizacji. Pierwszą nazwę (rodzaj) zapisuje się wielką literą tak jak nazwiska, niezależnie od jej miejsca w danym zdaniu. Drugą nazwę (gatunkową) zapisuje się małą literą. W tekstach naukowych nazwy te powinno wyróżniać się kursywą czcionki. Kiedy w danym tekście po raz pierwszy pojawia się nazwa naukowa jakiejś rośliny lub zwierzęcia, to powinno podać się także nazwisko autora, który opisał dany gatunek (opublikował ważną diagnozę czyli definicję tegoż gatunku), po przecinku rok odkrycia, a przy gatunkach wymarłych krzyżyk. Jeżeli w tym samym tekście używa się znowu nazwy łacińskiej tego samego gatunku to można użyć skróconej wersji zapisu czyli pierwsza litera rodzaju z kropką, pełen epitet gatunkowy, już bez nazwiska opisywacza. W polszczyźnie drugi człon nazwy zwyczajowej zapisuje się najczęściej małymi literami. Wielkich liter używa się dla epitetów gatunkowych utworzonych od nazw geograficznych (np. bystrzyk z Loreto) tudzież od nazwisk (np. żyrafa Rotszylda, a z naszych owadów paź Lowa). Uwaga! To nie są nazwiska opisywacza, lecz ludzi jakich chciał szczególnie uhonorować np. nauczycieli i sponsorów.

Od niepamiętnych czasów aż do dziś organizmy żywe porządkuje się po ich wyglądzie, siedlisku, jadalności lub jadowitości. Jeszcze systematyka Linneusza oparta była o takie podejście. Zmieniło się to w XIX wieku za sprawą genialnego badacza motyli Alfreda Russela Wallace’a i jego kolegi, znawcy dżdżownic i trzmieli, Karola Darwina. Przyrodnicy postanowili wtedy oprzeć systematykę o ewolucję organizmów żywych czyli łączyć gatunki w rodzaje, rodzaje w rodziny i tak aż do poziomu królestw, tak aby każdy poziom (zwany taksonem) obejmował organizmy pochodzące od wspólnego przodka. Nie obejmował natomiast innych, niekiedy bardzo podobnych, ale mających zupełnie innych przodków. Było to szczególnie łatwo dostrzegalne na przykładzie wielu pięknych, tropikalnych motyli, w tym zbieranych niegdyś przez Wallace’a, a dziś hodowanych w Motylarni Rozewie. Przykładowo u niektórych paziów np.: memnona (mormona wielkiego) Papilio memnon samice mogą wyglądać jak niejadalne motyle innych, niespokrewnionych z nimi gatunków albo jak samce własnego gatunku lub samce innych gatunków paziów (u memnona będą to samce pazia polymnestora Papilio polymnestor).

Systematyka biologiczna jest układem hierarchicznym. Gatunki łączy się w większe całości, a te w jeszcze obszerniejsze. Ideałem do którego dążą dzisiejsi przyrodnicy pozostaje klasyfikacja w pełni odzwierciedlająca ich ewolucyjne dzieje czyli filogenezę, a jednocześnie przejrzysta i łatwo do pamięciowego opanowania dla przyrodników innych specjalizacji. Panuje tu system rang podobny do stopni w służbach mundurowych. Mamy zatem następujące rangi, zwane przez biologów taksonami:

  • gatunek (species, sp.) – jedyny takson istniejący nie tylko jako abstrakcja w pracach systematyków, ale także fizycznie jako pewna mierzalna wspólnota podobieństwa i pokrewieństwa organizmów dających w pełni płodne potomstwo, choć niekiedy różniących się mocno wyglądem (jak nasze tropikalne pazie choćby…).
  • rodzaj (genus, gen.) – grupa gatunków mających wspólnego przodka, obejmująca wszystkich jego potomków. Okazy pokrewnych gatunków mogą z naszej, ludzkiej perspektywy wyglądać identycznie (wiele motyli np.: pazie demodokus i cytrusowiec) jednak ich potomstwo albo nie powstanie, albo będzie bezpłodne jak muł (potomek klaczy konia i ogiera osła), iner (hybryda wielbłąda jednogarbnego z dwugarbnym) czy terkot (cietrzewia i głuszcza).
  • rodzina (familia, fam.). Obejmuje rodzaje pochodzące od wspólnego przodka, a z innymi, pokrewnymi rodzinami składa się na rząd. Wyróżnia się ją zatem bardzo intuicyjnie i tradycyjnie, w znacznym stopniu kierując się własnym doświadczeniem zawodowym i fantazją. W polszczyźnie nazwy rodzin niemal zawsze tworzy się dając do rodzaju końcówkę „-owate” np.: psowate i kapustowate. Rodziny motyli znowu bywają tu wyjątkiem, gdyż nawet entomolodzy beztrosko używają potocznych nazw niektórych rodzajów w znaczeniu całych rodzin. Mówi się przykładowo „rusałki”, a myśli „rodzina rusałkowatych”; mówi o „karłątkach” lub „warcabnikach”, a myśli o całej rodzinie „powszelatkowatych”.
  • rząd (ordo, ord.) składa się z wielu rodzin. Rzędami owadów są przykładowo łuskoskrzydłe (motyle i ćmy), chruściki, dwuskrzydłe (muchy, komary) i błonkoskrzydłe (np.: osy i pszczoły). Łuskoskrzydłe rozbijano dawniej tylko na dwa podrzędy: motyli dziennych oraz ciem. Dziś rozbija się je na 4 podrzędy nie mające polskich nazw: Zeugloptera, Heterobthmiina, Aglossata oraz Glossata.
  • klasa (classis, cl.) składa się z wielu rzędów.
  • gromada lub typ (divisio, phylum). Z tymi jednostkami długo było zamieszanie. Botanicy bowiem uznawali, że typ obejmuje blisko spokrewnione klasy. Natomiast zoolodzy uważali, że na typ składają się pokrewne gromady. Gromadami będą chociażby owady i ślimaki. Typami będą: mięczaki i stawonogi wśród zwierząt; podstawczaki i workowce u grzybów; a okrytonasienne i nagonasienne wśród roślin.
  • królestwo (regnum) najwyższa ranga typu roślin, zwierzęta, grzyby.

O tym czy kilka mniejszych rodzin połączymy w jedną obszerniejszą czy nie? często decydują względy praktyczne albo siła przebicia danego systematyka i jego wychowanków. Wybornie widać to na przykładach pewnych rodziny łuskoskrzydłych. Dzisiejsza rodzina rusałkowatych (południc) Nymphalidae składa się z ponad 10 podrodzin, traktowanych dawniej jako osobne rodziny jak np.: danaidowate, amatusie, helikoniowate, pokłonnikowate i oczennicowate. Znowuż w albumie motyli Cartera nie wyróżnia się wielenowatych, tylko włącza je do modraszkowatych. Omówienie tego zagadnienia wymaga jednak odrębnego wpisu.

Mieszańcom (nothotaxa) przyznaje się wyższe rangi takie same jak czystym gatunkom. Od pewnego czasu utrwalone hybrydy nazywa „nothogatunkami” (np. nothospecies, nothosp.), a ich mieszańcowe pochodzenie podkreśla znakiem mnożenia ×.

Rozbudowane kodeksy wyróżniają też kilka rang pomiędzy gatunkiem a rodzajem: plemię (tribus, tr.), sekcja (sectio, sect.) oraz seria (series, ser.). Bywa to przydatne przy rodzajach obejmujących setki gatunków jak wilczomlecz, malina/jeżyna i turzyca wśród roślin. Nazwy tych ogniw pośrednich zaczerpnięto z dziejów Republiki Rzymskiej, gdzie tak grupowano wyborców.

Tak siły dzikiej przyrody (dobór naturalny) jak i planowe wysiłki człowieka-hodowcy (dobór sztuczny, hodowla) rozdzielają pojedyncze gatunki na mniejsze jednostki. U zwierząt nazywamy je rasami, u roślin odmianami (varietas, var.) oraz formami (forma, f.).

Nie zawsze możemy sprawdzić eksperymentalnie czy dane osobniki dadzą płodne potomstwo czy nie? Obecnie wykonuje się raczej uproszczony test, rozdzielając heliks DNA każdego okazu, a potem sprawdzając jak dokładnie będzie pasował do heliksu drugiego z testowanych okazów. Jak wystarczająco dokładnie to przyjmuje się, że ich potomstwo byłoby płodne. W przypadku organizmów kopalnych, znanych tylko za skamieniałości, nie można tego zbadać. Dopuszcza się więc wyróżnianie oraz opisywanie nowych taksonów na podstawie samego tylko wyglądu (samej morfologii mówiąc naukowo). Jak już się pewnie Państwo domyślacie takie taksony nazywamy morfologicznymi: morfogatunkami, morforodzajami itd.

Niektóre organizmy są tak dziwne, że opisano je tylko do gatunku i rodzaju. Natomiast ich przynależność do wyższych kategorii jak rodziny, rzędy budzi tyle sporów wśród fachowców, tak często się zmienia, że z perspektywy większości systematyków pozostaje nieznana. Niejasny status tych organizmów podkreśla się nazywając je „incertae sedis”. Tak było z pewnymi pasożytami pszczoły miodnej, zaliczanymi niegdyś do pierwotniaków, dziś do grzybów czy z pewnymi pasożytami ryb, też uważanymi dawniej za pierwotniaki, a dziś za parzydełkowce.

Wbrew temu co słyszy się czasem od systematyków, współczesne nauki przyrodnicze nie zrezygnowały ze sztucznych klasyfikacji organizmów. Przykładowo w ekologii stosuje się podział organizmów na producentów i konsumentów, w botanice rośliny dzieli się wg form życiowych na terofity, chamefity, epifity – zależnie od miejsca i sposobu zimowania pączków odnawiających daną roślinę. Przymiotniki „sztuczny” i „naturalny” być może nie zostały najszczęśliwiej dobrane przez systematyków, skoro podział grzybów na trujące i jadalne, roślin na chamefity i hemikryptofity także zostały stworzone przez przyrodę, a jedynie ponazywane przez ludzi.

Wszystkich chcących głębiej wgryźć się w te problemy polecamy strony:
Krzysztof Spalik
Nomenklatura binominalna
Biografia Alfreda Russela Wallace’a

oraz książki:
Clive A. Stace (1993). Taksonomia roślin i biosystematyka. Warszawa: Wydawnictwa Naukowe PWN.
Józef Razowski (1987). Słownik entomologiczny. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe.

Skąd się wzięły nazwy motyli?

Widząc jakiegoś pięknego motyla albo egzotyczny kwiat, z jakiego spija nektar, chcemy poznać jego nazwę. Szukamy zatem tabliczek z nazwą, pytamy kogoś z obsługi, obecnie zaś coraz powszechniej cykamy zdjęcie ajfonem a potem używamy specjalistycznych apek do oznaczania roślin i zwierząt.

Gatunki rodzime, hodowlane oraz te często spotykane w ogrodach botanicznych i zoologicznych mają zarówno nazwy polskie jak i naukowe (łacińskie). Dotyczy to również krajowych przedstawicieli rzędu łuskoskrzydłych, mówiąc potocznie: moli, ciem i motyli. Nadejście wiosny na działce zwiastuje nam latolistek cytrynek Gonepteryx rhamni, a zimy piędzik przedzimek Operophthera brumata. Sok ze zranionych drzew spija rusałka żałobnik Nymphalis antiopa; nasz pot zaś: mieniak tęczowiec Apatura iris. Pszczoły z naszych pasiek napastują barciaki: większy Galleria melonella i mniejszy Achroia grisella. Naszym ubraniom zagraża mól odzieżowy, a ziarniak naszemu kaszotto. Odwiedzając Pieniny albo Karkonosze możemy być dumni z udanej restytucji tego „żubra wśród owadów” niepylaka apolla Parnassius apollo. Chełmskie torfowiska węglanowe trzeba było dawniej patrolować, by ocalić przed  kłusownikami-kolekcjonerami niepozornego strzępotka edypusa. Leśnicy wykonują opryski przeciw barczatce sosnówce Dendrolimus pini. Czasem nasze dzieci albo pieski mogą oparzyć się włoskami korowódki dębówki Thaumetopoea processionea. Inwestorzy rwą włosy z głowy, gdy ekolodzy doszukają się na przyszłym placu budowy modraszków telejusów Phengaris teleius albo co gorsza niepylaka mnemozyny Parnassius mnemosyne.

Wiele gatunków ciem i co drobniejszych lub rzadziej spotykanych motyli dziennych nigdy miało nazw ludowych. Owszem, ich nazwy polskie wymyślono dopiero po nadaniu im nazw łacińskich, naukowych. Niektóre gatunki doczekały się z kolei wielu różnych nazw w jednym, a tym samym języku narodowym. Przykładowo pomarańczowo-czarny motyl Danaus plexippus wędrujący co roku z Kanady do Meksyku, a opisany dla nauki przez księdza Kluka z Podlasia, nazywany bywa po angielsku: „black-veined brown”, „common tiger”, „milkweed” (tak samo jak roślina pokarmowa jego gąsienic. Na upartego można zatem pomylić motyla z kwiatem!) bądź „wanderer”; po polsku zaś „monarchą” albo „danaidem wędrownym”.

Co więcej w każdym z żywych języków narodowych nazwy motyli albo brzmią inaczej. Aby uniknąć nieporozumień i jakoś pogrupować całą tą oszałamiającą bioróżnorodność naukowcy, a w ślad za nimi edukatorzy, używają nazw naukowych (łacińskich). Znaczenie obu członów omawia wcześniejszy wpis. Tu przypomnimy tylko, że pierwszy to jakby nazwisko. Drugi, zwany epitetem gatunkowym, przypomina nieco imię. Niektóre gatunki, nie

Z nazwami większości motyli jest o tyle ciekawie, że są one tworzono od imion bohaterów mitologii greckiej, rzadziej od prawdziwych władców czy poetów np. modraszek bawius Pseudophilotes bavius z tak spustoszonego dziś Parku Przyrody Dolnego Dniepru został nazwany od rzymskiego poety Baviusa.

Dlatego Motylarnia na Rozewiu tak dobrze nadaje się do prowadzenia interdyscyplinarnych zajęć z biologii i z mitologii greckiej dajmy na to. Wśród egzotycznych paziów mamy zatem:

  • anchisiadesa, Anchizjades to jeden z przydomków Eneasza, jego otczestwo jako syna Anchizesa
  • crino od Krino, córki Antenora
  • demodocusa na cześć Demodoka, ślepego śpiewaka, jaki w „Odysei” wzruszył do łez Odyseusza na uczcie u Feaków, przypominając mu jego dzieje
  • dardanusa od mitycznego przodka Trojan: Dardanosa
  • demoleusa na cześć Greka, który wg „Eneidy” padł z rąk Eneasza
  • memnona, nazwanego tak od władcy Etiopów, sprzymierzeńca Trojan, poległego z rak Achillesa,
  • nireusa, od Nireusa syna Charopsa i Aglai, jednego z zapomnianych dziś wodzów, zabitego przez Eurypylusa (ale znowu ciężko dziś dociec którego, bo jeden Eurypylus bił się po stronie Achajów, a drugi Trojan)
  • palinurusa, na cześć Palinura, sternika statku Eneasza
  • polyksenesa, od Polikseny, najmłodszej córki Priama i Hekuby, pominiętej w „Iliadzie”, za to opiewanej w dramatach Sofoklesa, Eurypidesa, a potem sztukach nowożytnych
  • thoasa na cześć króla Etolii Thoasa, jednego z nielicznego greckich wodzów, co wrócili spod Troi szybko i bezpiecznie do ojczyzny.

Godne uwagi, że zaczerpnięte z mitów nazwy motyli odzwierciedlały w XVIII i XIX wieku podziały klasowe społeczeństwa. Gatunki i rodzaje dzielono zatem na swego rodzaju pospólstwo, nazywane pogardliwie od tchórzy, okrutników czy niewolników oraz na arystokratów, nazywane szumnie od powszechnie znanych herosów lub heroin. Jak już się pewnie Państwo domyślacie gatunki małe i/lub skromnie ubarwione bywały przez to mocno poszkodowane. Chociażby czerwończyki dostały nazwę rodzajową Lycaena od króla Likaona, co to zjadał własnych synów, i jeszcze częstował nimi gości. Już lepiej pasowało by to do ich kuzynów modraszków jako pożeraczy swoich dobrodziejek: mrówek.

Niekiedy nazwy gatunkowe i rodzajowe tworzy się od nazwiska sponsora badań albo od imienia ukochanej. Z tym pierwszym przypadkiem mamy do czynienia u pięknym ciem rotszyldii, jak również u pazia Lowa.

Wszystkim spragnionym dokładniejszego zgłębienia tematu polecam:

Obawiam się, że polskie opracowania nt. mitologii (Parandowskiego, Stabryły) są za mało szczegółowe by dotrzeć do nazw wielu pięknych motyli z naszej motylarni. Trzeba będzie szukać bezpośrednio po „Iliadzie” i „Odysei” Homera, „Eneidzie” Wergiliusza, dziełach zebranych Eurypidesa, albo po akademickich leksykonach dla filologów klasycznych i archeologów.

Autor: Adam Kapler