Motylarnia jest czynna codziennie w godzinach 10:00 - 18:00. Zapraszamy!

Motylarnia Rozewie w środku sezonu – czy warto przyjechać w wakacyjnym tłumie?

Jako wierna fanka polskiego wybrzeża, która od lat spędza wakacje w okolicach Jastrzębiej Góry, wiem jedno – lato nad Bałtykiem to walka o przestrzeń. W szczycie sezonu każda dobra atrakcja przeżywa oblężenie i nie inaczej jest z Motylarnią Rozewie. Kolejka przed wejściem w lipcowe czy sierpniowe popołudnia potrafi być naprawdę długa i trzeba uczciwie przyznać: swoje trzeba odstać. Pytanie tylko, czy warto tracić te kilkadziesiąt minut?

Moim zdaniem – absolutnie tak, pod warunkiem, że podejdziecie do tego z głową. Najważniejszy trik, jaki wypracowałam przez lata, to bycie na miejscu krótko po otwarciu. Kiedy większość turystów dopiero dopija kawę albo idzie na plażę, w Motylarni jest najluźniej. To wtedy macie największą szansę na spokojne obserwacje tych pięknych owadów.

Wielkim plusem, który odróżnia to miejsce od wielu innych nadmorskich „rozrywek”, jest system wpuszczania gości. Mimo że przed namiotem może stać sporo osób, obsługa dba o to, by zwiedzający wchodzili do środka w odpowiednich odstępach czasu i w małych grupkach. Dzięki temu, gdy już przekroczycie próg, nie czujecie na plecach oddechu dzikiego tłumu. Wewnątrz panuje dzięki temu porządek, a motyle nie są płoszone przez nadmiar ludzi w jednym miejscu. To bardzo komfortowe rozwiązanie, bo daje każdemu szansę na to, by stanąć oko w oko z błękitnym Morpho bez przepychanki o miejsce na ścieżce.

W środku czas jakby zwalnia. Tropikalna roślinność i latające nad głowami barwne motyle sprawiają, że szybko zapomina się o tej kolejce, w której stało się jeszcze przed chwilą. To idealna odskocznia od głośnych deptaków. Fakt, że każda grupa ma swoją przestrzeń, pozwala też na swobodną rozmowę z przewodnikami, którzy zawsze są gdzieś obok i chętnie opowiadają o swoich podopiecznych.

Jeśli więc planujecie wizytę w środku lata, nastawcie się na to, że nie będziecie sami. Weźcie butelkę wody i trochę cierpliwości na start. Po wejściu do namiotu otrzymujecie dokładnie to, po co przyszliście – spokój, egzotykę i bliski kontakt z naturą, którego tak brakuje w gwarnych kurortach. Dla mnie to punkt obowiązkowy każdych wakacji, niezależnie od tego, ilu turystów akurat wypoczywa w okolicy.