Zawsze ciągnęło mnie w egzotyczne kraje, ale tegoroczne lato spędzam na objeździe polskiego wybrzeża. Będąc w okolicy latarni morskiej w Rozewiu, trafiłem do Motylarni. Muszę przyznać, że jako osoba, która lubi wiedzieć, co konkretnie ogląda, byłem pozytywnie zaskoczony różnorodnością. To jedna z największych motylarni w Polsce i faktycznie, zestawienie gatunków robi wrażenie – zwłaszcza gdy uświadomisz sobie, że te owady naturalnie występują tysiące kilometrów stąd.
Co udało mi się wypatrzeć? Zamiast naszych pospolitych bielinków, w powietrzu krążą okazy, które wyglądają jak wycięte z National Geographic. Najbardziej rzucają się w oczy:
- Morpho peleides: To ten intensywnie niebieski symbol tropików. Na żywo jego kolor jest niemal fluorescencyjny. Co ciekawe, gdy usiądzie i zamknie skrzydła, staje się brązowy i „znika” na tle kory.
- Papilio palinurus: Mój ulubiony okaz. Wygląda, jakby ktoś pomalował go zielonym lakierem samochodowym z efektem metalicznym.
- Pawica atlas: Prawdziwy gigant. Trudno uwierzyć, że to ćma – jej rozpiętość skrzydeł jest po prostu ogromna. Siedziała spokojnie na ścianie namiotu, co pozwoliło mi przyjrzeć się wzorom, które przypominają głowę węża.
Różnorodność gatunkowa jest o wiele większa, ale nie wszystkie nazwy pamiętam.
Klimat (dosłownie i w przenośni) Wchodząc do środka, wchodzisz w inną strefę klimatyczną. Wilgotność jest potężna, a zapach tropikalnych roślin i owoców, którymi żywią się motyle, od razu zmienia nastrój. To specyficzne miejsce – nie jest to wielki park narodowy, tylko, zadaszona przestrzeń, więc przy lipcowych tłumach bywa duszno. Warto ubrać się lekko, bo po 15 minutach człowiek czuje się, jakby był w środku dżungli Amazonii.
Kilka luźnych uwag: Fajnie, że obsługa pilnuje, żeby nikt nie dotykał skrzydeł – przy tej liczbie turystów to ważne, żeby te delikatne stworzenia przetrwały sezon w dobrej kondycji. Trochę irytują wąskie przejścia, bo każdy chce zrobić zdjęcie, co przy grupie osób blokuje ruch, ale to urok popularnych miejsc w szczycie sezonu.
Podsumowując: Jeśli interesuje Was, co lata w lasach deszczowych, a nie chcecie ruszać się z Pomorza, to Rozewie jest strzałem w dziesiątkę. To solidna dawka egzotyki, która pozwala zobaczyć na żywo gatunki niedostępne nigdzie indziej w tej części Europy. Warto wpaść na godzinę, żeby nasycić wzrok kolorami, które u nas w naturze nie występują.