Czy Motylarnia Rozewie to dobry pomysł na wycieczkę szkolną dla licealistów?
Planowanie wycieczki klasowej dla pierwszej klasy liceum to zawsze spore wyzwanie, zwłaszcza gdy trzeba pogodzić oczekiwania grupy nastolatków z programem, który ma nie tylko bawić, ale też wnosić jakąś wartość. W czerwcu, w ramach podsumowania roku szkolnego, wybraliśmy się na Pomorze. Pierwszy dzień upłynął nam bardzo aktywnie na spływie kajakowym rzeką Piaśnicą – od Żarnowca aż do ujścia w Dębkach. Było sporo emocji i wysiłku fizycznego, więc drugiego dnia postawiliśmy na nieco spokojniejszy, edukacyjny program w okolicach Jastrzębiej Góry. Po zwiedzeniu Latarni Morskiej w Rozewiu, niemal naturalnym krokiem było przejście kilku metrów dalej, do Motylarni Rozewie.
Jako wychowawczyni obserwowałam reakcje moich uczniów z dużym zaciekawieniem. Nie da się ukryć, że ta atrakcja wywarła zdecydowanie większe wrażenie na dziewczynach niż na męskiej części klasy. Uczennice od razu po przekroczeniu progu hali poczuły się jak w swoim żywiole. Tropikalny klimat i feeria barw sprawiły, że momentalnie wyciągnęły telefony i zaczęły robić zdjęcia. Co ważne, nie były to tylko szybkie selfie, ale staranne kadry przyrody. Dziewczyny były żywo zainteresowane słowami opiekuna – pana przewodnika, który z dużą cierpliwością tłumaczył nam różnice między gatunkami. Zadawały mnóstwo pytań o to, jak długo żyją poszczególne okazy i skąd dokładnie pochodzą.
Z chłopcami sprawa wyglądała nieco inaczej. Jak to nastolatkowie w tym wieku, na początku byli bardziej zajęci sobą, cichymi żartami i rozmowami o wczorajszym spływie. Po dwudziestu minutach niektórzy chłopcy zaczęli szukać wzrokiem wyjścia lub miejsca do odpoczynku. Jednak nawet oni dali się wciągnąć w tę egzotyczną przygodę, gdy przewodnik pokazał nam najbardziej specyficzne gatunki.
Ogromne poruszenie wywołała Pawica Atlas. Jej rozmiary – rozpiętość skrzydeł dochodząca do 25-30 centymetrów – zrobiły wrażenie nawet na najbardziej zdystansowanych uczniach. Chłopcy z zaciekawieniem słuchali o tym, że ten motyl nie posiada wykształconego aparatu gębowego i żyje tylko po to, by się rozmnożyć, korzystając z zapasów zgromadzonych w stadium gąsienicy. Równie mocno zaintrygował ich motyl Kallima paralekta, znany jako motyl-liść. Obserwowanie mechanizmu mimetyzmu, gdzie owad po złożeniu skrzydeł staje się niemal identyczny jak uschnięty liść, wywołało u nich autentyczny podziw. Widziałam, jak próbowali samodzielnie wypatrzyć ukryte na roślinach okazy, co zamieniło się w swego rodzaju rywalizację.
Wizyta w Motylarni Rozewie pokazała mi, że nawet w dobie wszechobecnej cyfryzacji, bezpośredni kontakt z taką formą przyrody potrafi przykuć uwagę młodzieży. Dziewczyny doceniły estetykę i subtelność miejsca, natomiast chłopców przyciągnęły „biologiczne ciekawostki” i gatunki o ekstremalnych cechach. To była cenna lekcja biologii w terenie, która świetnie dopełniła nasz wyjazd. Motylarnia udowadnia, że nauka nie musi być nudna, a egzotyka może być dostępna na wyciągnięcie ręki, tuż obok bałtyckiego brzegu. Wyszliśmy zadowoleni, z poczuciem, że te kilka chwil spokoju wśród owadów było doskonałym balansem dla dynamicznych kajaków.