Motylarnia jest obecnie zamknięta. Zapraszamy do Motylarni w Helu.

Dlaczego motyle siadają na ludziach?

Wybierając się do Motylarni w Rozewiu, myślałem, że po prostu przejdę się po obiekcie, popatrzę na kolorowe motyle i wyjdę. Nie spodziewałem się jednak, że to ja będę główną atrakcją dla tutejszych mieszkańców. Już po kilku minutach na moim ramieniu wylądował ogromny, błękitny Morpho, a chwilę później drugi usiadł mi na czapce.

Dlaczego one to robią? Moja pierwsza myśl: „Może mnie polubiły?”. Szybko jednak jeden z pracowników wyjaśnił mi, że motyle mają w tym swój interes. To nie tylko kwestia moich jaskrawych ubrań, które pewnie pomyliły z kwiatami. Okazuje się, że motyle przyciąga też… nasz pot. Brzmi mało romantycznie, ale dla nich to cenne źródło soli mineralnych, których potrzebują do życia. Dodatkowo, jeśli używacie owocowych perfum albo macie na sobie coś w neonowym kolorze (u mnie sprawdziła się żółta koszulka), macie niemal gwarancję, że któryś z nich na Was wyląduje.

Co czujesz, gdy motyl na Tobie siedzi? To niesamowite uczucie. Są lżejsze niż płatek śniegu, a ich nóżki są ledwo wyczuwalne. Najważniejsze, czego się nauczyłem, to spokój. Jeśli zaczniesz machać rękami albo panikować, po prostu odlecą. Siedząc nieruchomo, mogłem przyjrzeć się z bliska ich niesamowitym aparatom gębowym i wzorom na skrzydłach, których nie widać, gdy są w ruchu. Mam też kilka fajnych selfie ;).

Moje rady dla chcących przyciągnąć motyle:

  • Załóżcie coś jaskrawego – żółć, róż czy błękit działają na motyle jak magnes.
  • Nie biegajcie za nimi. Stańcie na chwilę przy karmnikach z owocami albo po prostu spokojnie idźcie ścieżką. One same decydują, kiedy do Was „zagadać”.
  • Kiedy już na Was usiądą, pamiętajcie o złotej zasadzie: patrzymy, nie dotykamy. Ich skrzydła są tak delikatne, że nawet najlżejszy dotyk palca może im zaszkodzić.

Wizyta w Rozewiu pozwala na naprawdę bliski kontakt z naturą. To nie jest tylko oglądanie zwierząt za szybą – to bycie częścią ich świata przez te kilkadziesiąt minut. Wyszedłem stamtąd z uśmiechem na ustach i kilkoma świetnymi zdjęciami „pasażerów na gapę”.

To doświadczenie z „pasażerami na gapę” uświadomiło mi coś jeszcze – w Motylarni to my musimy dostosować się do tempa natury, a nie odwrotnie. Cierpliwość popłaca, bo najciekawsze interakcje zdarzają się w momentach całkowitego bezruchu. Kiedy stałem tak przy jednej z roślin, obserwując, jak kolejny okaz rozwija swoją długą ssawkę, by zaczerpnąć wilgoci z mojego przedramienia, poczułem prawdziwy respekt do tych kruchych stworzeń. To lekcja uważności, której nie dostaniemy w typowym parku rozrywki. Nawet jeśli na początku wizyty towarzyszył mi pośpiech, klimat Rozewia skutecznie go wyciszył. Warto więc zarezerwować sobie nieco więcej czasu, by nie tylko „zaliczyć” kolejne alejki, ale pozwolić tym egzotycznym owadom na ich własne zasady gościnności.