Czy Motylarnia Rozewie to dobre miejsce do fotografii makro owadów?
Jako uczennica gdańskiego liceum o profilu fotograficznym, większość wolnego czasu spędzam z aparatem w ręku, szukając kadrów, które wykraczają poza schemat zwykłego zdjęcia z wakacji. Realizując mój roczny projekt szkolny dotyczący makrofotografii owadów, zjeździłam sporo pomorskich łąk, ale polska fauna, choć piękna, ma swoje ograniczenia. Zaraz po majówce 2025 roku zdecydowałam się na wyjazd do Jastrzębiej Góry, by odwiedzić Motylarnię Rozewie. Liczyłam na gatunki, których nie spotkam w okolicach Trójmiasta, i pod kątem wizualnym absolutnie się nie zawiodłam.
Zacznę od technicznych aspektów, które dla każdego fotografa są najważniejsze. Po wejściu do hali uderza tropikalna wilgotność i wysoka temperatura. To największe wyzwanie dla sprzętu. Przez pierwsze dziesięć minut siedziałam bezczynnie, czekając, aż temperatura optyki zrówna się z otoczeniem. Moim zdaniem najlepszymi miejscami do robienia zdjęć są punkty przy specjalnych karmnikach z owocami. Motyle są tam najbardziej statyczne, zajęte pobieraniem pokarmu, co pozwala na precyzyjne ustawienie ostrości na strukturę skrzydła czy detale ssawki, bez obawy, że model odleci w ułamku sekundy.
To, co zachwyca w Rozewiu, to barwy, których próżno szukać u naszych rodzimych cytrynków czy rusałek. Udało mi się uchwycić niesamowity błękit motyla Morpho peleides – jego skrzydła odbijają światło w sposób, który na matrycy wygląda niemal nierzeczywiście.. Miałam nawet okazję uwiecznić proces rozprostowywania skrzydeł przez świeżego przepoczwarzonego osobnika, co było najmocniejszym punktem mojego projektu. Przewodnik, który oprowadzał grupę, widząc mój profesjonalny sprzęt, sam podpowiedział mi kilka faktów o zachowaniu konkretnych okazów, co pomogło mi przewidzieć ich ruchy.
Jeśli chodzi o kompozycję, to naturalna, gęsta roślinność wewnątrz hali tworzy świetne tło. Nie trzeba się martwić o sztuczne elementy w kadrze, bo całość jest zaprojektowana tak, by imitować dżunglę. Trzeba jednak uważać na oświetlenie. Choć do środka wpada sporo światła dziennego, gęste liście tworzą miejscami głębokie cienie, co przy makro wymaga podbijania ISO lub bardzo stabilnej ręki. Minusem, który utrudniał mi pracę, była szerokość ścieżek. Kiedy chciałam rozstawić się z ujęciem przy samej ziemi, żeby złapać motyla siedzącego na alejce, blokowałam przejście innym turystom.
Mimo tych drobnych niedogodności logistycznych, wizyta po majówce była strzałem w dziesiątkę. Było już spokojniej niż w sam długi weekend, co pozwoliło mi na większą celebrację każdego kadru. Motylarnia Rozewie to miejsce, które każdemu fotografowi-amatorowi (i nie tylko) daje nieskończone pole do popisu. Kolory są nasycone, czyste, a różnorodność wzorów na skrzydłach egzotycznych gości pozwala stworzyć galerię, której nie powstydziłby się żaden atlas przyrodniczy. Wyszłam stamtąd z pełną kartą pamięci i poczuciem, że mój szkolny projekt zyskał zupełnie nową jakość, której nie osiągnęłabym na żadnej polskiej polanie. To doskonały poligon doświadczalny dla każdego, kto chce poćwiczyć cierpliwość i refleks w trudnych, niemalże tropikalnych warunkach.